Archive for Styczeń, 2012

Moj Maz – 6.01.2011

Nie raz sie na niego wkurzalam… ma tysiace wad…moze i wiecej… Balaganiarz z niego jakich malo… Drazni tez tym, ze ze wszystkeigo sie smieje… Ze nie przytakuje gdy mowie, jaka jestem beznadziejna, tylko sie usmiecha dziwnie…Ale drazni bardziej, gdy  po moich slowach „zobacz jaka jestem gruba” mowi.. „tak, troche przytylas”.. Nie rozumie moich lez rozpaczy , kiedy stoje przed lustrem.. Nie rozumie, jak mozna czytac po raz milionowy ten sam tomik poezji..Nie rozumie, ze jedna para butow to nic… a dwudziesta ktoras,to zaledwie namiastka tego, co uwazam za potrzebne.. Nie rozumie, dlaczego tak wazne jest dla mnie sciszanie telewizji kiedy cos do mnie mowi..albo, ze nie lubie rozmawiac na lezaco.. ze chce patrzec na jego twarz, kiedy mowi… Jest troche dziwny, kiedy swoja uwage skupia na jakims nowym gadzecie..albo na nowo kupionym samochodzie w need for speed czy innnej grze… Czasami patrze na niego , jak na istote z zupelnie innej, obcej i nieznanej planety.. A to jednak ten sam co ja gatunek..

Lubi gotowac.. i nawet po ciezkim dniu w pracy , chetnie zamyka sie w kuchni i pichci… Nie powiem tego nigdy glosno, ale nie znosze kiedy wymysla i do prostego sniadania (takie jakie najbardziej lubie), dodaje goracy i ciagnacy sie ser…Swoja zone- kure domowa, woli widziec ubrana i umalowana, a nie w kuchi przy garach, co akurat mnie cieszy, bo nie jestem w tym dobra..ale niestety nie moge powiedziec, ze zawsze witam go  makijazu i sukienkach… jakos brak mi weny..

Kiedy jestem chora…caluje w czolo… przygotowuje wszystko..od herbaty, po kapiel i posciel.. Kiedy jest chory, rozczula sie nad soba- ale tylko wtedy gdy ma zwykly katar…bo antybiotyk w zastrzyku sam sobie robi… bo nawet zszyl sobie sam reke.. Jest silny, chociaz czasami chce byc slaby..Po kilku dniach goraczki, dziekowal mi , ze przykrywalam go kocem i calowalam w nos… A przeciez to taka bzdura..

W sklepie nigdy nie patrzy na rzeczy dla siebie..za to ciagle powtarza ” kochanie, zobacz  jaka fajna bluzka, pasowlaby Ci”..
Nie zapomina o rocznicach…urodzinach..imieninach..o dniu kobiet..o walentynkach.. Wraca do domu z kwiatami, bez okazji.. Idzie rano po chleb i wraca z bransoletka… Jedzie do pracy i wraca i ze skradzionym kwaitem slonecznika..

Spioch z niego.. Zasypia tuz po kolacji.. 

Teraz tez spi…

Od pierwszego spotkania wiedzialam, ze to cos wiecej. On zupelnie inny niz ja.. Ulepiony z innej gliny.. A jednak taki… taki moj… taki idealnie dopasowany choc wydawac by sie moglo  niepasujacy zupelnie..

Nie moge uwierzyc, ze minal juz rok od sakramentalnego „tak”…

6 stycznia 2011- 0n i ja..

*zdjecie kalina-studio.com

 

Prośba o wyspy szczęśliwe

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

Konstanty Ildefons Gałczyński

 

Reklamy

19 Komentarzy

Czekolada

Po nadgarstki w czekoladzie, z szumiacym w glowie czerwonym winem, z kwasnym smakiem mrozonych porzeczek… zakonczylam swoje dzielo : tort czekoladowy z kremem, oblany czekolada. Do tego muffinki czekoladowe polane…… czekolada, oczywiscie 😉

Nie chce robic konkurencji Galeryjce i pewnie  nie bylabym nawet w stanie, ale staram sie wydobyc z siebie ducha cukierniczego i sporo radosci sprawia mi to moje male pichcenie.. Jak na kure domowa przystalo, w koncu sprawiam , ze w domu pachnie jedzeniem.. I chociaz oboje nie przepadamy za slodkosciami, to jednak ich zapach w domu sprawia ,ze czujemy sie baaardzo domowo..

Z czekolada to wlasciwie kojarzy mi sie jedna z moich ulubionych ksiazek.. Pomyslalam wiec sobie, ze wroce do niej teraz…tak na chwile.. i znow poczuje magie… „Czekolada” J.Harris… Znacie? Polecam!

A tort? Mam nadzieje, ze z okazji siedemnastych urodzin sprawi Elvirze radosc i, ze bedzie jej bardzo smakowal!

 

13 Komentarzy

Za rok..

Po dlugiej nieobecnosci, jestem. Wczoraj oficjalnie oglosilam koniec swiat rozbierajac choinke, ktora po zdjeciu lancuchow i lampek zostala bez jednej igly na galazkach. Tak juz mam i z choinka i z kwiatami, ze o tym, ze podlewac je nalezy przypominam sobie dopiero gdy zwiedna lub sie osypia.  Swieta to czas magiczny, ale zawsze zbyt krotki. Pomimo mojej przeogromnej checi by te swieta spedzic tylko we dwoje i gdzies daleko, zostalismy w domu i spedzilismy je tradycyjnie, z rodzina.. I bylo wspaniale!

Za rok znow wyciagne magiczne pudelko bozonarodzeniowe, napieke piernikow, ubiorzemy  choinke.. I znow zbierzemy sie wszyscy przy jednym stole.. a pod choinka znow zabraknie miejsca na prezenty…

 

12 Komentarzy